Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 lutego 2015

Obrona Greya






DARIA: Od razu mówię: nie zamierzam przejechać się po Greyu. Każdy szanujący się krytyk na tyle sposobów wydrwił już tą nieszczęsną E.L. James, jej książkę, film nakręcony na jej podstawie, aktorów, reżyserkę, a także oświetleniowców, dźwiękowców i panów od kabli, że nie zostawili mi dużego pola do popisu. Dlatego powiem przewrotnie – dla mnie Grey jest ok!  

„Pornol dla kucht domowych”, „dzieło nikomu do niedawna nieznanej kobieciny”, „napuszony, głupawy, infantylny, nudny, żałośnie płytki”, wyżywa się w swojej recenzji na stronie wnas.pl Łukasz Adamski. Na koniec zastanawia się, czy polskie feministki zaprotestują przeciwko filmowi, który nie potępia przemocy wobec kobiet (!) Wow, jestem pod wrażeniem radosnej szczerości, z jaką autor prezentuje swój mizoginizm. Brakuje tylko, aby na koniec zakrzyknął: „baby do garów, a nie do pisania książek i robienia filmów!”

Problem z „50 twarzami Greya” jest następujący: kobieta reżyseruje książkę napisaną przez kobietę dla kobiet, w której przedstawiono seks z kobiecej perspektywy. Nie przywykliśmy, aby przekaz dotyczący TYCH spraw był tak naładowany estrogenem. Zdezorientowani są nawet specjaliści. W tym tygodniu „Newsweek” donosi na okładce: „naukowcy ostrzegają: brutalny seks jak z filmu i powieści może zniszczyć twój związek”. O nie! Zaglądam do środka i okazuje się, że nie żadni naukowcy, ale JEDEN naukowiec (a konkretnie seksuolog, dr Andrzej Depko) radzi kobietom, aby nie zmuszały swoich partnerów do wyuzdanego seksu. „To co wam, kobietom, może wydawać się podniecające, dla niego będzie przykre, a wasze wyobrażenia o wspaniałym seksie mogą go po prostu przerosnąć”, twierdzi. Zaczynam się bać, że po obejrzeniu tego demoralizującego filmu kobiety zaczną odgryzać partnerom głowy, jak modliszki.

Chill out, spokojnie! Przeczytałam książkę, obejrzałam film i powiem tak: one NIE SĄ o upokarzaniu, poniżaniu, zadawaniu bólu i robieniu czegoś wbrew sobie. Tak naprawdę historia Christiana Greya i Anastasii Steele JEST o dopasowywaniu się partnerów do siebie nawzajem, reagowaniu na siebie, wyczuleniu na drugą osobę. Jest o tym, jak każde z nich sukcesywnie przesuwa swoje granice (Uległa wcale nie jest taka uległa, a Panu przestaje podobać się takie bezwzględne panowanie) i o satysfakcji, jaką OBIE strony mogą z tego mieć. Z obejrzenia tego filmu i potraktowania go jako inspiracji do eksplorowania siebie nawzajem (niekoniecznie za pomocą szpicruty, pejcza czy kajdanek, ale co kto lubi) skorzystać mogą i kobiety, i mężczyźni.

I na koniec z dedykacją dla Pana Adamskiego i jego obaw o szerzenie przekazu pełnego przemocy: kiedy kobieta czuje, że facet skupia na niej całą swoją uwagę i chce zrobić jej dobrze, nie ma mowy o upokarzaniu i przemocy! Upokarzające może być wykonywanie czynności, których jedna ze stron sobie nie życzy, a pełen przemocy może być zwykły „waniliowy seks”. Gierki erotyczne poprzedzone pytaniami o granice względne i bezwzględne, ciągłe pytanie, czy wszystko w porządku, czy nie boli, jak się czujesz i o czym myślisz, to nie przemoc. „50 twarzy Greya” to historia specyficznej edukacji seksualnej, takie „Dirty Dancing” XXI wieku, tylko że teraz jest trochę bardziej dirty, a mniej dancingu ;)




KAROLINA: Po obejrzeniu filmu odbyłyśmy krótką rozmowę, którą – pamiętam – podsumowałaś następująco: „Ale wiecie co? Nie zamierzam krytykować tego filmu”. Nie mogłam się nie zgodzić, bo sama miałam podobne odczucia. Skąd ta zalewająca fala krytyki? Czy naprawdę nie było gorszych filmów, które przyczyniły się do obniżenia poziomu IQ (u niektórych i tak już dość niskiego)? Oczywiście, że były! Wspomnę chociażby polskie komedie z ostatnich lat, które są tak przewidywalne, że już w pierwszych sekundach nie tylko domyślamy się końca, ale jesteśmy w stanie opisać wszystkie sceny aż do finału.

Tutaj mamy trochę tajemniczości, mroku, trochę humoru, trochę miłości i kilka scen erotycznych, które nie są jakoś niezwykle bulwersujące, jeśli ktoś choć raz w życiu oglądał „Nagi Instynkt” czy „Fatalne Zauroczenie”. I na pewno nie stanowią one 90% filmu, czego zapewne większość się spodziewała. Być może przez wzgląd na to, że – jak już wspomniałaś – film reżyserowała kobieta, a jak wiadomo, kobiety nieco inaczej patrzą na pewne aspekty życia uczuciowego.

Może nie jest to wiekopomne dzieło, ale też nie filmowy gniot. Fabuła nie jest odkrywcza ani zaskakująca – rzeczywiście. Według niektórych skierowana do niezbyt wymagającej publiczności (z której zapewne część tłumnie przybędzie do kin) – tutaj można polemizować. Ale zastanówmy się: czy to nie prostota jest kluczem do sukcesu? Czy ktoś spodziewał się, że klasyczna mała czarna Coco Chanel zagości w szafach kobiet na całym świecie?

Już od momentu pojawienia się bajkowego Kopciuszka karmimy się marzeniami o księciu na białym koniu, a to jest po prostu jego alternatywna wersja, przeznaczona dla bardziej dojrzałych kobiet.

To co urzeka, to ścieżka dźwiękowa, która jest genialna! Od Sii przez Franka Sinatrę po Annie Lennox, której „I spell on you” do dzisiaj nucę. Grey potwierdza jedynie fakt, że nie ma ideałów, a każdy ma swoją drugą twarz (albo i pięćdziesiąt) ;) Nic nowego!





JUSTYNA: Dziewczyny, mamy chyba podobne zdanie na temat tego filmu. Ludzie – a właściwie lepiej byłoby napisać kobiety (biorąc pod uwagę statystki, kto wybiera się do kina na „50 twarzy Greya”) tak naprawdę dobrze wiedzą, czego się spodziewać. Nie ma co obśmiewać dialogów, fabuły czy sławnego pokoju zabaw, bo to wszystko jest w książce, którą albo ktoś czytał i krytykował, albo nie czytał i … też krytykował.

To co złe, zawsze dobrze się sprzedaje – 100 milionów zakupionych książek mówi samo za siebie. Producenci filmu zapewne też już zacierają ręce, myśląc o nadchodzących milionach spływających na ich konta :)

Według mnie film zrobiony jest całkiem dobrze. Ogląda się go ponad 2 godziny niekoniecznie zerkając na zegarek co 5 minut, nikt też nie opuścił sali w trakcie seansu. To co w filmie szczególnie powala, to ścieżka dźwiękowa. Polecam posłuchać choć raz Annie Lennox „I put a spell on you”, o której już wspomniałaś, Karolina. Zachwyca też utwór „Earned it” czy zaaranżowana na nowo piosenka Beyonce i Jaya Z „Drunk in Love” - prawdziwy majstersztyk!

Film wyreżyserowany został przez kobietę dla kobiet, co czuć i widać w każdej ze scen. To kobieta jest tutaj w centrum zainteresowania zarówno Christiana Greya, jak i samych widzów. Fenomen Greya polega na tym, że jest on dla wielu kobiet (świadomie lub nieświadomie) ucieleśnieniem współczesnej bajki o Kopciuszku. Z pejczem, sznurem i podwieszaniem pod sufitem w tle ;) Jest nieprzewidywalny, tajemniczy, ale zarazem opiekuńczy i męski. Być może w tym tkwi sukces książki i - śmiało można powiedzieć - również filmu.

Dlatego, drogie Panie, bez wstydu – jeżeli macie ochotę iść do kina na Greya, nie wahajcie się i wyróbcie sobie własne zdanie na jego temat. „Mr Grey will see you now”.



poniedziałek, 30 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013 z DISS

Nadszedł czas podsumowań! Schudliście lub przytyliście tyle, ile planowaliście? Sukces osiągnięty? Kariera zawodowa i życie prywatne kwitnie? Jeśli nam wszystkim tak dobrze poszło, to warto też zajrzeć do innych!
Zapraszamy na nasz subiektywny przegląd „intrygujących” wydarzeń roku 2013 w Polsce i na świecie.

Źródło: www.pomponik.pl
Styczeń:
Zaprzysiężenie Baracka Obamy na drugą kadencję, żona Michelle u boku, wszechobecne zadowolenie, hymn śpiewa Beyonce... z PLAYBACKU! (jak stwierdzili po uroczystości specjaliści ). No tak, jak to się mówi, są kwestie mniej lub bardziej istotne, dlatego też zaprzysiężenie zostało nieco w tle. Okazało się, że piosenkarka, obawiając się, ze coś może pójść nie tak, po prostu nagrała hymn wcześniej. Gdyby niektóre nasze wokalistki tak śpiewały z playbacku (czasami nawet komputer nie jest w stanie im pomóc), to już dawno zdobyłyby nagrodę Grammy, a tak pozostaje im tylko Telekamera, Róże Gali i inne takie. 







Źródło: www.fakt.pl
Luty
Podobno Putin może wszystko, z dna morza wyławia starożytne amfory, ujeżdża dzikie zwierzęta, uczy latać żurawie i rozgania chmury deszczowe... dlaczego więc meteor był na tyle odważny, żeby na miejsce lądowania wybrać akurat Rosję? To jest dopiero prawdziwy macho.
Także w tym miesiącu Dennis Rodman postanowił zadbać o trwałość swojej przyjaźni z Kim Dzong Unem (tak, tak - przywódcą Korei Północnej) odwiedzając go w jego ojczystym kraju. Cel – bardzo szczytny – promocja koszykówki. Koszykarz wierzy, że uda mu się zbliżyć oba państwa, a być może nawet doprowadzić do bezpośredniej konfrontacji dyktatora z Barackiem Obamą.
„On uwielbia władzę. Uwielbia kontrolę. Ale wiecie co? On nie chce wojny. Jest niesamowity. Kocham go”. W poszukiwaniu dobra. Iście amerykański styl.


Marzec:
Kolejne ważne wydarzenie, które zmieniło nasze życie, to oczywiście zasłabnięcie Justina Biebera podczas londyńskiego koncertu, o czym nie omieszkało poinformować samo TVN 24. Nie pamiętam, czy poszło to na żółtym pasku, ale zdecydowanie było tego warte. 
Źródło: www.billboard.com

Kwiecień:
Źródło: www.radio90.pl
Klimat się ociepla, ale chyba tylko w okresie zimowym, bo podczas tegorocznych świąt wielkanocnych można było zjeżdżać na sankach. Zamiast pisanek na stół powinny były wjechać pierogi i inne dania wigilijne, a zamiast przyozdabiać koszyki żółtymi kurczaczkami można było powiesić na nich  kilka bombek i zarzucić łańcuchy.… „kwiecień plecień …” jakoś tak to leciało :P







Źródło: prettygirlsrockdresses.com
Maj
Chociaż to październik oficjalnie posiada tytuł Miesiąca Świadomości Raka Piersi, w tym roku zdecydowanie zdyskredytował go maj, i to za sprawą jednego tylko biustu – Angeliny Jolie. Gdy gruchnęła wieść, że aktorka poddała się profilaktycznej mastektomii, w internecie zaroiło się nagle od specjalistów w dziedzinie genetyki, chirurgii i onkologii, do których zaliczamy m.in. (znanych wcześniej jako dziennikarzy) Tomasza Terlikowskiego, Annę Popek, Łukasza Warzechę, blogera Pawła Rybickiego czy zapomnianego nieco europosła Marka Migalskiego. Podupadłe „gwiazdy” i politycy lansują się, komentując problem, naukowcy analizują za i przeciw, a kobiety mobilizują się do badań i powstaje „efekt Angeliny Jolie”, czyli – parafrazując Churchilla - „Nigdy jeszcze tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym” ;)    
  
        
Źródło: www.plotek.pl
Czerwiec:
W czerwcu w końcu dowiedzieliśmy się, jak zrobić karierę w polskim szoł-biznesie. Magistra w tej dziedzinie obroniła Patrycja W., szerszej publiczności znana jako „goła dupa”. Jak zaistnieć w sytuacji, gdy ciężko znaleźć w sobie jakiś talent? Nic prostszego – odsłoń część ciała, która na co dzień powinna być zakryta, a zainteresowanie mediów i tytuł „najbardziej żenującego lansu” masz w kieszeni. Musisz jedynie odpowiedzieć sobie na jedno ważne pytanie: co jeszcze można pokazać?








Źródło: www.sheknows.com

Lipiec
Pół świata było w ciąży przez 9 miesięcy i w końcu jest – on! George! Przyszły król Anglii! Poród ciężki, zagadkowy – jedni mówili, że księżna urodziła już rano, drudzy, że dopiero wieczorem, a trzeci uwierzyli w to dopiero wtedy, gdy godzina narodzin została podana oficjalnie na tabliczce przed Pałacem Buckingham. W Londynie w tym czasie mieliśmy do czynienia z prawdziwym biwakowaniem – rozbijanie namiotów w parkach było na porządku dziennym (Dobrze, że Londyn taki zielony... Co w sumie nikogo to nie powinno dziwić – często podlewany :D)





Sierpień:
Źródło: ewawojciechowska.pl
Sezon ogórkowy w pełni, ale o czymś pisać trzeba - ofiarą wziętą na celownik obiektywów żądnych sensacji paparazzich okazał się aktor Maciej Stuhr. „Żona Macieja Stuhra urodziła córkę. Ale… nie jemu!!!”, „Żona Stuhra pokazała dziecko kochankowi”, „Kto wychowa to dziecko?”, „Maciej Stuhr na facebooku: kłamstwa, kłamstwa…”, „Stuhr: pieprzyć pseudo dziennikarzy. Jesteście ludzkimi wszami”, „Maciej Stuhr przegrywa z pasożytem doskonałym”, „Jerzy Stuhr o życiowych wyborach syna: niech się Maciek wyszumi”, „Maciej Stuhr: mam tego dość!”. Z życia prywatnego „młodego Stuhra” urządzono taką telenowelę, że aż przestaliśmy tęsknić za nowymi odcinkami seriali z jesiennej ramówki…





Wrzesień    
To ptak, to samolot! Nie! To Dreamliner. W świecie zwierząt podział jest prosty: mamy ptaki, które latają, jak i te, które nie posiadają tej umiejętności i nikt nie ma do nich o to pretensji. Na przykład taki kazuar – piękny, duży ptak, który żyje sobie w lasach deszczowych Australii i Nowej Gwinei. Wszyscy już pogodzili się z tym, że daleko nie poleci, ale posiada inne zalety, np. silne nogi i hełm na głowie, dzięki któremu przedziera się przez gęstwinę. Nie rozumiem, czemu podobnie nie możemy podejść do naszych dreamlinerów: już wiele razy przekonaliśmy się, że one naprawdę nie są stworzone do latania, czego przykładem było odwoływanie lotów do Pekinu, Nowego Jorku i Chicago we wrześniu. Musimy zaakceptować je takimi, jakie są i docenić ich zalety, np. duże okna, które „poprawiają komfort psychiczny”, wilgotne powietrze w kabinie, dzięki któremu nie wysychają skóra i śluzówki, czy też „płynną regulację siły i barwy światła”. Always look on the bright side of life! ;) 
Źródło: bydgoszcz.gazeta.pl


Źródło: www.koszulkowo.com
Październik:
O polskiej piłce nożnej napisano już wszystko, chociaż może lepiej spuścić na to zasłonę milczenia, bo ponoć nie kopie się leżącego. Przegrane eliminacje do mundialu nikogo nie zaskoczyły, a kibice coraz rzadziej śpiewali „nic się nie stało” (bo się stało).  Koniec wycieczek turystycznych, które kończą się na grze o wyjście z grupy, z której nie wychodzimy. Pewnie dlatego, że jeszcze nie trafiliśmy na drużyny, z którymi  da się wygrać (albo inaczej – które dadzą nam wygrać), a z tego, co wiem, zwierząt na razie w rozgrywkach nie przewidują, więc w najbliższej przyszłości lepiej wymienić piłkarzy niż trenera ;)



Listopad
Źródło: kasiapietras.pl
Data 10.11.2013 r. zapisze się złotymi zgłoskami w historii polskiej kultury. To właśnie wtedy znana z edukacyjnej misji i rygorystycznych norm moralnych stacja MTV wyemitowała premierowy odcinek wybitnego serialu/programu/reality show (mieści się w tak wielu kategoriach, iż ograniczeniem byłoby przypisywanie go tylko do jednej) pod tytułem „Warsaw Shore”. Jak przystało na dzieła wykraczające poza swoją epokę, nie doczekało się zrozumienia u współczesnych:  posypały się gromy krytyki, w mediach trwa dyskusja nad fenomenem jego popularności, nawet polskie rodziny przy świątecznym stole czy  przyjaciele nad lampką wina z wypiekami na twarzy analizują przygody i bogactwo językowe Ani, Wojtka, Mariusza czy Eweliny.  Szczególnie wiele do programu wniósł niejaki Trybson, który jak nic otrzyma nominację w najnowszej edycji konkursu Mistrz Mowy Polskiej. Zasłynął bon motami takimi jak: „wszystkie mają mokro, a jeśli będą jakieś problemy, to mam żelik”, „jestem ostrym dzikiem i każda świnia przy mnie krzyczy”, oraz specjalny, na podryw: „możemy się polizać w trójkącie”.


Źródło: www.tvn24.pl
Grudzień
„Wicher wieje, wicher słabe drzewa łamie, hej!” – śpiewali sobie zapewne pod nosem mieszkańcy Polski od Pomorza do Tatr, gdy nad ich głowami przetaczał się orkan (większość z nas zapewne pierwszy raz usłyszała to słowo) Ksawery. Była to okazja, przy której nieprzeciętne zainteresowanie Polaków meteorologią i nieustanne śledzenie stanu pogody znalazło swoje uzasadnienie: od tego, co powie Dorota Gardias, Tomasz Zubilewicz czy Jarosław Kret zależało, czy w ogóle wyjdziesz z domu. Gdy już się wydawało, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane, niektórzy rodacy stracili czujność. I … polecieli:

 
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!!! Nie odlatujcie za daleko! ;)
D&J&K

środa, 4 grudnia 2013

Mężczyźni w krzywym zwierciadle



Karmione od dzieciństwa najpierw bajkami, później komediami romantycznymi, żyjemy w przekonaniu, że gdzieś tam na świecie istnieje nasza druga połówka, książę na białym koniu: piękny, mądry, odważny i dobry. Jednak im więcej osobników płci przeciwnej poznajemy, tym częściej zaczynamy się zastanawiać: czy ktoś zakopał go gdzieś pod ziemią, czy też leży niczym Śpiący Rycerz w wysokich górach, czy zła czarownica zamieniła go w żabę? Gdyż coraz częściej zamiast "ideału"można spotkać następujące typy:




Przypadek pierwszy: Dandys

„Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?” Zakochany w sobie bez pamięci, dbający o najnowsze trendy i idealny kolor swoich włosów. Gdzie tam siwe włosy! Trzeba zabić je w zarodku, co sprawia, że do akcji wkracza farba - lepiej, gdy kolor różni się delikatnie, gorzej, kiedy osobnik myśląc, że nikt tej zmiany nie widzi, zaczyna przypominać Toma Cruise’a ze słynnego filmu „Wywiad z wampirem”. To, czego mi brakuje, to peleryna, ale jako że wyobraźnia działa bez zarzutów, brakujące elementy pojawiają się natychmiast. Staramy się opanować i nerwowo nie zerkać w stronę nienaturalnie ciemnej czupryny, ale cóż poradzić, jesteśmy tylko ludźmi! Problem metroseksualności? Już nawet Bogusław Linda wypowiedział się w tej kwestii, twierdząc, że zapewne jest to wina zbyt wymagających kobiet (?!) Hmmm... nie jestem pewna, czy którakolwiek z nas wolałaby sama targać szafę po schodach, dając czas swojemu mężczyźnie na ułożenie włosów bądź nałożenie wystarczającej ilości żelu (o ile rzecz jasna nie jest łysy). Że niby kobiety przejmują męskie cechy? Chyba muszą, skoro młodsza generacja z reguły wie, co to ‘selfie’, a nie wie, czym jest poziomica, ma problemy z wkręceniem żarówki, a przesunięcie łóżka kończy się przepukliną (na tych chudych nóżkach daleko nie zajdzie), nie mówiąc już o przeniesieniu panny młodej przez próg – przecież to może skończyć się tragicznie, a tego nikt by chyba nie chciał!



Przypadek drugi: Sportowiec
„Biegać, skakać, latać, pływać, w tańcu, w ruchu wypoczywać!” – śpiewał już Pan Kleks, niektórzy jednak wzięli sobie jego słowa zbyt mocno do serca, a ich realizację uczynili sensem swojego życia. Choć, zgodnie z zasadą ewolucji, żyjący w miejskiej dżungli samiec powinien znajdować się o parę etapów rozwoju wyżej niż jego przodek z epoki plejstocenu, zew natury nadal w nim tkwi i podpowiada: trzeba się spocić, zmęczyć aż do bólu, a najlepiej doznać kontuzji (obnoszą się z tym jak z ranami poniesionymi w boju) żeby udowodnić, iż jest się prawdziwym mężczyzną. Jednak cały ten wysiłek nie miałby sensu, gdyby o swym poświęceniu i tężyźnie fizycznej wiedział tylko sam zainteresowany.  Elementy niezbędne do osiągnięcia pełni samozadowolenia to: rywalizacja z innymi samcami oraz... podziw w oczach kobiet. Dzięki mediom społecznościowym dzisiejszy facet ma dużo łatwiej niż jego kolega 30 mln lat temu – wystarczy wrzucić na fejsa o 6 rano foteczkę z opustoszałej siłowni, a już wszyscy koledzy przy śniadaniu skręcają się z zazdrości, myśląc „co za kozak!”. Dany osobnik czuje się również zobligowany poinformować cały świat o wynikach swoich wysiłków – i tak, zanim jeszcze ruszy warszawska giełda i poznamy indeks WIG20, wiemy już, że pan Y przebiegł dziś o wschodzie słońca 20 km w pół godzinki, bijąc swój własny rekord z dnia poprzedniego. Aż dziwne, że nie wyświetlają tego przy Metrze Centrum zamiast długu publicznego! Natomiast pod wieczór zaczynają spływać relacje z zajęć grupowych: treningów sztuk walki, rozegranych meczy. Z wypiekami na twarzy czytamy te reporterskie opisy „minuta po minucie”, czujemy, jakbyśmy tam były: wąchamy zapach potu, widzimy te siniaki, których się nabawił, współczujemy drużynie, którą tak bezlitośnie rozgromił. Testosteron wisi w powietrzu, lajki lecą, koledzy gratulują, a dziewczyny... śmieją się w duchu.   



Przypadek trzeci: Wielkie dziecko

Znany także jako dziwny przypadek Benjamina Buttona: zamiast dorastać, robi się coraz młodszy. Dlatego wymaga stałej opieki rodziców: wikt, opierunek i  kieszonkowe do 35 roku życia to opcja minimum. W wersji hardcore’owej mamy do czynienia z zakamuflowanym kompleksem Edypa („takiej mamy jak ja to nie ma nikt na caaaałym świecie”). W wieku 29 lat nadal szuka „pomysłu na siebie”, ma wiele „marzeń i planów”, ale tak się jakoś złożyło, że nie ma pracy. W sumie nie byłoby na nią miejsca w jego napiętym kalendarzu: dzieli swój czas między hobby, sport i kolegów. Jak każde dziecko, ma swoje ulubione zabawki, a nazywają się iPhone, iPad i MacBook Pro. Używa ich do obsługi licznych aplikacji, Instagramu, śledzenia memów i najnowszych teledysków na youtubie. Dziewczyny? Dobre towarzyszki imprez, rozmów czy innych rozrywek, ale nie życia. Po skończonej zabawie bierze swoje zabawki i wynosi się z piaskownicy. Motto życiowe: „Nikt tego nie wie, jak ja kocham siebie/ O sobie tylko śnię!/ Nieważne dziewczyny, nieważne przyczyny/ Ja po prostu kocham się!”


Przypadek czwarty: Uwaga! Kontrola
Zaczyna się jak zawsze, miłe wiadomości, raz, dwa razy w ciągu dnia (żeby się nie narzucać). Tekst podstawowy: „Co tam?”, ewentualnie „Co tam słychać?” Z biegiem czasu takich wiadomości jest coraz więcej, bo jak wiadomo, w ciągu minuty bądź dwóch wiele może się zmienić, np. siedziałaś, a teraz wstałaś i chcesz wyjść z pokoju. I tak, to też jest ważna informacja, którą należy przekazać dalej. Upadniesz i co? W razie czego ktoś będzie wiedział, że w tym momencie się przemieściłaś i jak nie będzie odpowiedzi, to wezwie pomoc, bo nie wytrzyma dłużej niż kilka sekund bez informacji! I tak z dwóch wiadomości w ciągu dnia, robi się ich co najmniej kilkanaście, a w przypadkach skrajnych – pewnie i kilkadziesiąt. Wyjście z koleżanką? - „Możesz iść”- ojej, jak miło, że mogę!  Czasami zgody nie ma, bo wiadomo, koleżanka ma kolegów i rozpoczyna się nerwowe myślenie: jakich? W głowie facetów pojawia się wiele myśli... Rzadkość! Niby mówi się, że tylko kobieta tak się o wszystkich martwi, a tutaj proszę – niespodzianka! Sms-a napisze, zaraz potem zadzwoni z drogi z pytaniem: „gdzie jesteś???” (bo nie odbierałaś od 5 minut), a na koniec wyłoni się zza rogu w bluzie z kapturemJ



Przypadek piąty: Hejter
W Internecie zwierzę towarzyskie – w realnym życiu bywa z tym różnie. Jego rozbudowane komentarze na facebooku na niejednej dziewczynie mogą zrobić wrażenie. Błyskotliwość pierwsza klasa. liczba znajomych – grubo ponad 1000. Widać, że jest „znany”. „Popularny” w środowisku internetowym i lubiany wśród wirtualnej publiczności (tu zalajkuje, tam skomentuje – idealny friend!). Kontrowersja w Internecie? Jak najbardziej! Wie, że oprócz chleba potrzeba też igrzysk. Bawi publiczność na wallu swoimi wyszukanymi żartami z wyższej półki. Wiemy, co kupił, gdzie był, co jadł – aż boimy się myśleć, o czym może nas jeszcze poinformować. Kontrowersja w sieci rzadko idzie w parze z jakąkolwiek kontrowersją w życiu prywatnym.


Okazuje się, że agresywna postać przed komputerem często w realu nie daje oznak życia. Przeważnie zajmuje miejsca pod ścianą, gdzie siedząc  w kapturze, raczy się grą w sudoku i po prostu GARDZI PLEBSEMJ Facebookowy domek sprawia, że ma ograniczone zaufanie do ludzi w normalnym świecie (gdzie trzyma się w grupie przeważnie 1-2 fanów znających go z osiągnięć wirtualnych). Typ często skrzywdzony przez mamę, tzw. ofiara lat przedszkolnych.

Karolina&Daria&Justyna