poniedziałek, 29 kwietnia 2013

3 sposoby na majówkę

Źródło: www.mierzyn24.pl

W tym roku naprawdę można poszaleć – jak ktoś dobrze zakombinuje albo właściwie ustawi sobie priorytety, to z weekendu majowego wyciśnie 9 wolnych dni. Właściwie sformułowanie „weekend majowy” już od ładnych paru lat stało się tylko łagodnym eufemizmem, gdyż zmęczeni trwającą 6 miesięcy zimą rodacy wykorzystują rocznicę uchwalenia pierwszej konstytucji jako pretekst do pierwszych wakacji. I cóż w tym złego? Polakom generalnie brakuje radości życia, więc może jak sobie trochę wypoczną, to wrócą do pracy z chęcią i zapałem, by dawać z siebie wszystko przez najbliższe 2 – 3 miesiące, aż do wakacji właściwych. Opaleni pierwszymi promieniami słońca, bogatsi w białko zwierzęce z wszelakich mięs grillowanych, będą uśmiechać się do nieznajomych na ulicy, pomyślą 2 razy, zanim założą skarpety do sandałów, zaczną czytać tą jedną książkę, którą według badań pochłaniają w ciągu roku, a wieczorem zamiast oglądach Eurosport pójdą uprawiać sport (lub ogródek lub jeszcze coś innego ;)

Tak więc – same korzyści. Jednak aby nabrać aż takiego wigoru, trzeba dobrze wybrać odpowiednią formę wypoczynku. Żebyście nie czuli się zdezorientowani, oto zestawienie plusów i minusów różnych opcji spędzania nadchodzących dni:

1)      grill z rodziną / przyjaciółmi – grill pierwszomajowy wszedł w naszą kulturę i świadomość tak płynnie i niezauważalnie jak nóż w masło, i utkwił w niej na dobre niczym rdza w piekarniku. Konsumpcja pierwszej wiosennej wieprzowiny (forma dowolna: kiełbaska, karkóweczka, szaszłyczek) opiekanej na świeżym powietrzu przez domorosłych speców od krzesania ognia, stała się kulinarną tradycją na miarę wigilijnego karpia, wielkanocnej babki czy piwa co weekend:

Źródło: bibson.pl
        PLUSY (+)

- nie będziemy odczuwać łaknienia przez najbliższy miesiąc, dzięki czemu łatwo i bez wysiłku schudniemy do wakacji

     - integracja z rodziną /znajomymi – grill łączy ludzi: jeden podpala, drugi przyprawia mięso, trzeci robi sałatkę, czwarty gasi pożar – uczymy się pracy zespołowej, coś wspólnie tworzymy, jesteśmy aktywni. A ile śmiechu będzie potem przy opowieściach, jak to Wojtek pomylił wódkę z podpałką w płynie, nasza ciocia postanowiła wykonać solo „Ona tańczy dla mnie”, a kuzyn dla żartu wrzucił to na youtube, a koledzy urządzili konkurs skakania przez kozła, twórczo obsadzając w tej roli pałający żywym ogniem grill

     MINUSY (-)

- może się okazać, że Polska nie jest wcale krajem wolności i tolerancji, jak do tej pory sądziliśmy, i impreza z hitami zespołu Weekend lub recital polskiej piosenki biesiadnej wykonywany przez wuja Wacka na gitarze zostaną przez naszych sąsiadów zaklasyfikowane jako zakłócanie ciszy nocnej – a nie daj Boże policja przyzna im rację…

   - około 30 kwietnia wszystkie okoliczne sklepy mięsne świecą pustkami jak za PRLu, a w markecie strach mięso kupować, bo a nuż trafimy na tą partię, którą myją od stycznia płynem do naczyń, żeby się świeciła na różowo. Dlatego zapobiegliwy Polak o zaopatrzeniu na majowego grilla zaczyna myśleć zaraz po Wielkanocy

   - kwestia rozdziału zadań – nie zgrywajmy Zosi – Samosi i nie mówmy znajomym „co ty, nie musisz nic szykować, najwyżej kupcie jakieś wino po drodze” – nie to miejsce, nie ten czas. Grill ma socjalizować, też w kwestii podziału obowiązków. I rozdzielmy je konkretnie, żebyśmy nie skończyli z 5 sałatkami ziemniaczanymi, colą i brykietem węglowym na działce oddalonej o 50 km od cywilizacji 

2)      jedziemy w Polskę – w poszukiwaniu kontaktu z naturą, samym sobą, dziedzictwem narodowym, prawdą, no i też dlatego, że nie mamy za dużo kasy:


Źródło: www.sfora.pl 
    PLUSY (+)

- jeżeli jesteś hardcorem,
nie musisz 
wydawać kasy prawie 
w ogóle - bierzesz rower, namiot, wędkę, 
toi-toi, paprykarz szczeciński, testament, gitarę 
i książkę „Gringo wśród dzikich plemion” Wojciecha Cejrowskiego i jedziesz oglądać bociany nad Biebrzę lub łapać kleszcze na Podlasiu

      - jeżeli nawykłeś do luksusu, kupujesz promocyjny weekendowy bilet PKP i
objeżdżasz Polskę dookoła w 9 dni – kontakt z naturą (ach, te niczym nieposkromione zapachy!) też gwarantowany, będzie pewnie jeszcze dziwniej i weselej niż w kolei transsyberyjskiej (zwłaszcza kiedy okaże się, że niestety 9 dni to za mało, bo z Krakowa do Poznania jedzie się przez Białystok i Rzeszów, co nieco wydłuża podróż),  a wrażenia z  wyprawy zawsze możesz opisać i liczyć, że przebijesz „W 80 dni dookoła świata” J. Verne’a, dzięki czemu zarobisz kupę kasy i nie będziesz już musiał wypoczywać w Polsce

   MINUSY (-)

- będziesz musiał obcować ze specyficznymi typami Polaków: paniami w kasach na PKP/PKS, recepcjonistkami, kelnerami w przydrożnych barach, przewodnikami po różnych zabytkach, a jak ci się poszczęści, to i z policjantami, GOPRem, serwisantami pojazdów, pielęgniarkami z OIOMu/SORu oraz świeżo przebudzonymi tatrzańskimi niedźwiedziami. Kontakt z tymi ostatnimi będzie zdecydowanie najprzyjemniejszy

     - a nuż świeże powietrze uderzy ci do głowy i tak ci się spodoba, że nie będziesz chciał wrócić do miasta, uznasz swoją firmę za krwiożerczą korporację, która stłamsiła twoją naturalną potrzebę lepienia garnków z gliny i hodowania kóz na Mazurach, w związku z czym postanowisz się tam osiedlić, niczym bohaterki popularnych powieści dla kobiet. Uważaj – kiedy zapragniesz wznieść na podwórku posąg Światowida to znak, że czas zacząć się o siebie martwić.



Źródło: gigamoty.pl

3)      witaj, ZAGRANICO! – jeżeli masz za dużo pieniędzy i nie wiesz już, co z nimi robić, a tak się składa, że w dzieciństwie co roku jeździłeś z rodzicami do Sarbinowa i na morze nie możesz już patrzeć, a potem na szkolnych wycieczkach w góry zawsze wlokłeś się w ogonie i teraz masz traumę – postanawiasz wyruszyć za granicę:

PLUSY (+)

poznasz trochę świata i być może okaże się, że w Grecji nigdy nie słyszeli o rybie po grecku a do „sałatki greckiej” w ogóle nie dodają sałaty, a jak spróbujesz zamówić we Włoszech swoją ulubiona pizzę z kebabem i ogórkiem konserwowym, wyproszą cię z restauracji. Pamiętaj – każde doświadczenie kształci. 
Źródło:aleshit.pl

   - przekonasz się, że ludzie mogą być mili, sympatyczni, pomocni, bezinteresowni i uśmiechnięci, a jak skorzystasz z couchsurfingu to i przenocują cię za darmo, dadzą klucz do mieszkania, a za swój obowiązek przez najbliższe parę dni uznają sprawianie ci przyjemności. Uważaj 
powrót do kraju może być bardzo bolesny.

  
    MINUSY (-)

- przez tydzień wydasz minimum 1000 zł – zakupy w strefie bezcłowej, codziennie obiad i kolacja na mieście, kubek w kształcie wieży Eiffla, tarcza do gry w rzutki z podobizną M. Thatcher, kalendarze, długopisy, magnesy na lodówkę i wysłanie pocztówki do babci pochłonęły twoją miesięczną pensję


     - nie będzie majówkowego grilla!!!

Tak więc przemyśl jeszcze raz wszystkie za i przeciw. A przecież tak w ogóle to w pogodzie mówili, że cały weekend będzie lało, więc może najlepiej zostań w domu i obejrzyj na raz wszystkie odcinki „Gry o tron”, albo zabierz się wreszcie za pisanie pracy magisterskiej/licencjatu/naukę do matury, co?! ;) Udanej majówki!

Daria

piątek, 5 kwietnia 2013

(Anty) promocja, czyli jak promować, żeby nie wypromować


http://pl.depositphotos.com/




http://www.demotywatory.pl/
Patrząc przez okno bardziej myślimy o nadchodzącej epoce lodowcowej niż o wiośnie, nie mówiąc już o lecie. Niby klimat się OCIEPLA, a u nas niedługo będziemy jeździć na nartach przez cały rok, zmieniając jedynie gogle na okulary przeciwsłoneczne, kiedy po śnieżycach nadejdą ZIMNE , ale słoneczne dni..
I tak, zostawiając daleko za sobą temat niezwykle kontrowersyjnej pięknej polskiej pogody, a jednak cały czas trzymając się rodzimych klimatów nie tylko związanych z zimową aurą, proponuję coś bardziej relaksującego, czyli kilka słów o promocji Polski poza granicami  w wykonaniu naszych obywateli i nie tylko ;)


http://www.demotywatory.pl/

I tak:

http://www.kwejk.pl/
1) Od pamiętnych i zakończonych sukcesem (promocyjnym kraju) mistrzostw Europy w piłce nożnej (oczywiście nie dla naszej drużyny, ale skoro problemem dla nich jest strzelenie bramki takim GIGANTOM jak San Marino, to przy oglądaniu kolejnych meczów z jeszcze lepszymi przeciwnikami pozostaje już tylko wznoszenie modłów, zasłanianie oczu bądź branie mocniejszych psychotropów, żeby jakoś to przetrwać).
Tutaj mamy do czynienia z połączeniem promocji z anty-promocją jednocześnie, bo o ile Polska została wypromowana i to zdecydowanie pozytywnie, to jeśli mamy promować Polskę również przez polski sport w wykonaniu naszych masterów piłki nożnej, to daleko na tym wózku nie zajedziemy..



2) Mamy jeszcze w zanadrzu tak zwane LOGO (w liczbie mnogiej bodajże loga), które na wszelki wypadek zamieszczam, bo z przeprowadzonych badań wynikało, że 90% Polaków w ogóle nie ma pojęcia, że takie coś istnieje. No tak, ale ZA GRANICĄ na pewno wszyscy będą dobrze poinformowani! Jeśli tak jak Polacy, to w sumie nie dziwię się, że część obcokrajowców umiejscawia Polskę gdzieś w rogu Afryki..


http://www.blog.mediafun.pl/


3) iii właśnie, właśnie REKLAMY, czyli coś co lubię najbardziej od momentu obejrzenia:

a) spotu promującego Warszawę na EURO, kiedy to niczego niespodziewająca się dziewczyna spotyka na swojej drodze STALKERA, który goni ją przez całe miasto, niby w między czasie pokazując piękno naszej stolicy.. hmm, no nie wiem,  ja bym się bała, że jak przyjadę to spotka mnie to samo, a więc jakie rozwiązanie podsuwa mi podświadomość? Zakup GAZU PIEPRZOWEGO zamiast pamiątkowej syrenki :] ale na szczęście, KIBICE przyjechali!



b) innego jakże poruszającego filmiku, który pokazuje to co jest w Polsce najważniejsze , czyli oczywiście… TANIEC!!! Tańczą i gwiazdy, i na lodzie, wijąc się w rytm znanych przebojów. Oczywiście rozumiem, że musimy pokazać Polskę przez pryzmat tego, w czym jesteśmy naprawdę dobrzy, ( a z tego wynika że w tańcu)! Ale jako, że  był  to spot reklamujący Polskę i Polską Prezydencję w Radzie Unii Europejskiej to zaczynam się zastanawiać gdzie narodziła się ta jakże fascynująca idea? No dobrze, wiadomo.. niezapomniany „Taniec z gwiazdami”, ale żeby od razu tworzyć jakieś animowane laleczki, które zbliżają się do siebie niczym główni bohaterowie niezapomnianego „Dirty Dancing” w ostatnich scenach?  Jakieś cegły latają nad głowami, a oni co? A ONI TAŃCZĄ!



            Promocja czy antypromocja, niech każdy lepiej sam zastanowi się nad tym jak można popracować nad wizerunkiem Polski czy samych Polaków, bo znane są nam stereotypy, których raczej nikt nie chce powielać, chociaż pewnie i takich by nie brakowało.
Promować próbują profesjonaliści, jak wiemy, z różnym skutkiem, dlatego promujmy tak, żeby było i widać i słychać, ale Z KLASĄ!

Karolina

poniedziałek, 25 marca 2013

Wiosenne odchudzanie




Źródło: ryjbuk.pl



„Śpiewa skowronek nad nami/ drzewa strzeliły pąkami/ wszystko kwitnie w koło, i ja, i Ty”, śpiewali w poprzednim wieku radośni Skaldowie. Pewnie nie przypuszczali, że za 40 lat owo „wiosenne rozkwitnięcie” będzie już nie tyle spontanicznym przejawem napływu energii, co raczej koniecznością dostosowania się do wszechogarniających wymogów kształtowanych przez media, popkulturę, opinię publiczną, czy jakkolwiek to zwą.

Źródło: lolx.pl 
 „Wiosna – czas na zmiany w szafie”,  „Wiosenna dieta nowalijkowa – wesołe odchudzanie”, „Nowa ty – czyli wiosenne odchudzanie czas zacząć”, „Start do wiosennego gubienia kilogramów” – atakują nas nagłówki w gazetach i reklamy „suplementów diety” w internecie. W czasopismach dla kobiet już za chwilę pojawią się zestawienia „najgorętszych trendów sezonu”, a my przeglądając zdjęcia modelek w sukienkach w rozmiarze 32 oddamy się depresyjnym rozważaniom w stylu „w tej w koronkę widać mi oponkę, a w tej w paseczki wystają mi wałeczki”, jak w pewnej histerycznej reklamie radiowej. Co więc zrobić, aby uchronić się przed wizją oponki i wałeczków i móc w pełni rozkoszować się wiosną w  zwiewnej kwiecistej sukience niczym  koścista Vanessa Paradis w najnowszej reklamie H&M?


Źródło: nuder.pl
 Po pierwsze: detoks. W artykułach zachwalających wyższość niejedzenia nad jedzeniem padają nawet odwołania do pradawnej mądrości chrześcijańskiej, zgodnie z którą wprowadzono 40 dniowy post, mający oczyścić nasze dusze i ciała przed Wielkanocą. Przytłoczeni siłą wielowiekowej tradycji wyrzucamy więc posłusznie ulotki do pizzerii na telefon i bony do McDonalds’a, i podczas kolejnej wizyty w supermarkecie kierujemy nasz wózek w zakazane rewiry warzyw i owoców. W domu przeczesujemy internet w poszukiwaniu przepisów na to, co z tym zrobić, radzimy się przyjaciół, zakładamy grupy wsparcia. Sprowadzamy „najnowszy hit prosto z USA” - tabletki z wyciągiem z amerykańskich jagód, dzięki którym na 100% schudniemy 20 kg w miesiąc – w razie niepowodzenia producent zobowiązał się osobiście dokonać liposukcji na opornych klientach. 


Źródło: studio.wp.pl
Po drugie: forma. Pamiętajmy, zostało już tylko 100 dni do bikini, a samo schudnięcie nie zagwarantuje nam, że będziemy prezentować się w nim jak ratowniczki ze „Słonecznego patrolu”. Na szczęście jest Ewa Chodakowska, której metoda treningowa działająca jak „bezinwazyjny skalpel” obiecuje „zrewolucjonizować całe nasze życie” opierając się na „ciągłym napinaniu mięśni brzucha”. Proste, prawda? Bo, jak głosi motto jej strony internetowej,  „piękne ciało to stan umysłu”. Jeśli rozejrzymy się dookoła łatwo dojść jednak do wniosku, że piękne umysły rzadko idą w parze z pięknymi ciałami. Może za mało napinają mięśnie brzucha? Jeśli nie przekonały nas metody I trenerki RP, możemy spróbować ćwiczyć na własną odpowiedzialność – bardzo modne jest ostatnio przygotowywanie się do wzięcia udziału w maratonie/półmaratonie/jakiejkolwiek części maratonu, przez co w parkach, lasach i wszelkich terenach zielonych liczni biegacze odcięci od świata słuchawkami iPhone’ów nagminnie na siebie wpadają. Jeśli więc nie lubimy tłumów, zawsze można dojeżdżać do pracy/ na uczelnię rowerem, jednak biorąc pod uwagę stan sieci ścieżek rowerowych (zwłaszcza w centrach miast) warto wcześniej sprawdzić, czy mamy ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków. Najbezpieczniej będzie więc w fitness klubie, gdzie troskliwy ale i wymagający, cierpliwy ale i stanowczy trener Paweł opracuje specjalnie dla nas indywidualny program treningowy (czyli objaśni podczas pierwszej wizyty tajniki obsługi bieżni i rowerka i zaleci, aby spędzać na nich około 10 minut – bardziej zaawansowane porady dodatkowo płatne). Najbardziej motywują jednak zajęcia aerobiku podczas których pani Ewa, dla której „fitness jest sposobem na życie” pokrzykuje co jakiś czas na opornych „kto nie zrobi 100 brzuszków, za karę wykonuje 10 pompek! Jeszcze tylko 10 sekund....żartowałam, wytrzymujemy jeszcze 5 minut”.

Źródło: www.teds.pl


Po trzecie: ciuchy. Nareszcie!! Ostatni etap naszej metamorfozy, kropka nad i, przyjemność, nagroda, zwieńczenie trudów. Przecież po to tak naprawdę zaczynałyśmy całą tą szopkę z odchudzaniem, żeby po wyczerpaniu limitu na  karcie kredytowej przejść się tryumfalnie  w „zwiewnej i seksownej sukience” niczym Julia Roberts w „Pretty Woman”. Ale ale... czemu ciągle nie mieścimy się w rozmiar 36?! Cały miesiąc spędzony na zmianę w kuchni (od krojenia warzyw mamy już odciski na palcach) i na siłowni ( od biegania mamy juz odciski, a od sauny grzybicę na stopach) nie przyniósł efektów?? No tak... każdy dietetyk powie nam, że właściwa dieta i sport powinny stać się stylem życia, a nie środkiem do szybkiego osiągnięcia celu! Efekty przyjdą z czasem, a im później i wolniej, tym tak naprawdę lepiej! 


Źródło: chmurak.pl 
Cóż więc w obliczu zmian na całe życie znaczy jeden mały cheeseburger (no bo promocja była, 3,50 zł kosztował, za to miałabym raptem 2 pomidory...), snickers ( zabrakło mi glukozy we krwi, przecież nie mogłam się narażać!) czy obiad w Sphinxie ( koleżanki mnie wyciągnęły, miałam odmówić albo o wodzie siedzieć?) Nie mówiąc juz o świątecznych mazurkach z kajmakiem, sałatce z majonezem czy tłustej szynce z ćwikłą. No bo przecież, zgodnie z tradycją,  po ciężkim poście należy się nieco wzmocnić...  
Daria
Źródło: celebixy.pl  

Źródło: kwejk.pl

wtorek, 19 marca 2013

Nie wierz w coaching, uwierz w siebie!


Odpowiedz sobie na 6 pytań:
1)      Co działa dobrze w Twoim życiu?
2)      Co nie działa?
3)      Czego brakuje?
4)      Jeżeli idziesz tą drogą to jaka będzie Twoja przyszłość?
5)      Co by zrobiło różnicę a czego nie ma teraz?
6)      Możliwości, które teraz stwarzasz dla siebie to…

www.herbsforhealthyliving.co.uk 
Czy „co nie działa” przeważa nad „co działa”? Czujesz, ze czegoś brakuje w Twoim życiu, rutyna Cię zabija, a wszyscy wokół odnoszą sukces? Nadszedł czas… abyś zainwestował w osobistego trenera coachingu, a on już znajdzie w Tobie prawdziwego lidera osobowości, pokaże jak się zachowywać, aby nie przyjmować pozycji zamkniętej, ale raczej otwartą. Pokaże jak układać ręce w czasie rozmowy, włosy, buty, garnitur tez pewnie dobierze. Zrobi z Ciebie prezesa na miarę tych czasów – bo przecież „on też zaczynał od zera”, „jest introwertykiem” i tak naprawdę „najchętniej zaszyłby się w domu”. Brzmi jak american dream? Na pewno, szczególnie jak masz jeszcze okazje widzieć to na żywo.

Miałyśmy możliwość uczestniczenia w zajęciach z coachingu jakiś czas temu.  
Pierwsza prowadząca poinformowała nas o tym, ze jesteśmy pokoleniem Y 

www.plutecki .net 
(Ameryki nie odkryła, ale dla niewtajemniczonych: inna nazwa „pokolenie Milenium”, „następna generacja” lub bardziej konkretnie „pokolenie klapek i iPodόw” – ta nazwa zdecydowanie podoba mi się najbardziej ;]), a co najważniejsze przekonywała nas o tym, ze mamy nowe mόzgi (po 1968 roku ludzie mają nowe mόzgi, a jest to spowodowane posiadaniem większej ilości neuronów – reasumując: nasze mόzgi są po prostu większe, niestety nie zawsze przekłada się to na wyższy iloraz inteligencji). Na naszych twarzach konsternacja. Ale dało się zauważyć, ze na samo hasło „nowe mózgi”, owe „nowe mózgi” zainteresowały się tematem i po raz kolejny utwierdziły się w przekonaniu, że są nadzwyczajni. Pani zachęcała nas do tego, aby żyć pytaniami: co jeszcze jest możliwe? Już wiem, że muszę powiedzieć tysiącom rzeczy NIE (to nie X Factor gdzie liczy się 3 razy TAK!!!;P) i przede wszystkim czas zacząć szukać równowagi pomiędzy MIEĆ a BYĆ – bo jest duża różnica między tym co chcę mieć, a kim chcę być!

www.opi-adrenaline2012.wikispaces.com 
Kolejna prowadząca wykład zadała studentom bardzo proste pytanie: „kim będziesz po studiach?”. Na co jeden rezolutny chłopaczek w stylu Dawida Podsiadło odpowiedział: „będę bezrobotnym”. Widać, ze żaden z niego lider osobowości, co najwyżej może o nim poczytać w książkach albo pismach coachingowych. Bo sukces „zaczyna się w umyśle”. Nie nauczysz kogoś myśleć o sobie jak o zwycięzcy. Już od podstawówki jesteśmy utwierdzani w przekonaniu, ze za bardzo to się nie warto odzywać.  Nauczyciel wie lepiej, my co najwyżej zabieramy mu cenny tlen. Do dziś pamiętam słowa wykładowcy, który na rozpoczęte przez mojego kolegę zdanie od słόw: „ja myślę..” Odpowiedział: „pan tu nie jest od myślenia”. Beton, beton i jeszcze raz beton. Jak mamy być kreatywni skoro blokuje się w nas to od samego dzieciństwa? Przecież to nie chodzi o to, żeby pozwalać dzieciom w szkołach na wszystko, ale żeby ich nie straszyć. Mój kolega tak stresował się zajęciami z języka włoskiego, ze w nocy przed ważnym testem z tego przedmiotu dostał palpitacji serca – skończyło się przyjazdem karetki. Zdecydowanie – polskie szkoły kształcą prawdziwych liderów osobowości!!!!

www.englishpintar2011.blogspot.com 
Ale wracając do wykładów z coachingu. Bezdyskusyjnym wygranym był pan w garniturze, który niestety mimo świetnie wyrzeźbionego ciała (tak mi się wydawało, chyba, ze po prostu miał dobrze skrojony garnitur) do pokolenia Y już nie należy (jak sam stwierdził jest „trochę starszy od nas”). 
Prowadzący zdecydowanie szukał kontaktu z publicznością. Reprezentował postawę otwartą – nigdy nie krzyżował rąk, mówił głośno i powoływał się na przykłady z własnego życia. Najlepszym przykładem tego, co się tam działo jest dialog jaki nawiązał z jedną ze studentek. Zapytał ją:
- Czego się boisz?
Ona na to:
- Boję się, że pojadę na Erasmusa i nie zaliczę egzaminów
Padło kolejne pytanie:
- Ale co się stanie jak ich nie zdasz?
Odpowiedź brzmiała:
- Stracę pieniądze
www.transformleaders.tv 
On na to:
- Ale co się stanie jak je stracisz?
Kolejną wymianę zdań można by opisać w następujący sposób:
- Co się stanie jak to się stanie?
- To się stanie jak to się stanie!
- Ale co się stanie jak to się stanie jak to się stanie?
- To się stanie jak to się stanie jak to się stanie…
Nie będę pisać dalej. Powinnam po prostu postawić w tym miejscu znak nieskończoności.
Jedyne co warto przywołać z tych zajęć to słowa kończące zarówno wykład jak i mój post: 
PAMIĘTAJ: NIE MUSISZ BYĆ PERFEKCYJNY, MASZ BYĆ NADZWYCZAJNY!

Justyna

wtorek, 12 marca 2013

And the winner is...


http://www.ethosmagonline.com/

Rozdanie najważniejszych nagród filmowych, czyli Oscarów  już za nami.. Za nami także , tak, tak, Telekamery!!! Bo to przecież czas docenienia dokonań naszych rodzimych talentów. Jest ich tak wiele, że aż dziw bierze, czemu tak niewiele robi kariery zagraniczne (bo ról trwających krócej niż 5 minut raczej sukcesem nazwać nie można..). Fakt faktem, niektórzy po prostu nie chcą, niektórzy (niestety) chcą , a skutki są z reguły opłakane. Kto widział film np. z Martą Żmudą-… „Love, … coś tam” (wolę nie utrwalać tytułu) myślę, że połączy się ze mną w bólu i nadziei.

http://www.udziewczyn.pl/


Oczywiście są także chlubne wyjątki, jak np. Jacek Koman i jego pamiętna rola w „Moulin Rouge” czy obecnie Joanna Kulig, która ze swoim aktorskim talentem i wrodzoną skromnością na pewno zajdzie bardzo wysoko!  Być może kiedyś doczekamy momentu, w którym to na takiej gali oscarowej trzymać będziemy kciuki  właśnie za jakiegoś polskiego aktora bądź aktorkę. Na razie jednak.. to odległa przyszłość.





http://www.demotywatory.pl/

A CZEMU? Wiecie, niby nie mamy amerykańskiego akcentu.. No tak, za to Antonio Banderas albo Salma Hayek mają, błagam. Wydaje mi się, że głównym problemem jest jednak brak osobowości, bo co jak co, ale Penelope Cruz, może i nie ma amerykańskiego akcentu, ale na ekranie przyciąga do siebie widza i przede wszystkim jest zdolna!  Ma „to coś”, co pozwala wyróżnić ją z tłumu innych ludzi z ‘talentem’. U nas za to mamy aktorów, którzy grają cały czas w jednym serialu, często na jednej minie, no cóż, jest takie powiedzenie, które jednak trzeba byłoby ocenzurować – „z g…. piany nie ubijesz”. Trochę smutne.





http://www.demotywatory.pl/

http://www.demotywatory.pl/
                                                       

Ale jak obejrzałam fragmenty ostatnich polskich „wielkich gal”, a oczywiście u nas za jedną z najważniejszych uchodzą Telekamery, gdzie nawet informacje o przyznanych tam nagrodach są umieszczane na żółtym pasku naszego polskiego CNN-u , czyli TVN24, zrobiło mi się trochę żal. Części osób nie kojarzę, część zginęła w kartonach, inna gdzieś sprząta z białą rękawiczką, jeszcze kolejna rozbija talerze w knajpach, żeby oglądalność była wyższa. Bo tak naprawdę, jaka jest wartość nagrody przyznawana osobie, która przez kilka jak nie kilkanaście dobrych lat gra w jednym serialu? Niby dopiszą jej czasami jakąś tragedię życiową, że mąż obiadu nie zjadł, to już jakieś łzy i lekkie załamanie mamy. Dzięki temu już może zmienić i poćwiczyć mimikę raz na 1000 odcinków, ale to niestety nie czyni z niej wszechstronnej aktorki. Bynajmniej. Mamy jeszcze oczywiście Orły, poziom zupełnie inny i nie ma tego poczucia wszechobecnej tandety jak w przypadku poprzedniej ceremonii. Ale mistrzem pozostaje Gala Viva Najpiękniejsi, na której poziom żartów osiągnął totalne dno. Są takie momenty, kiedy widząc kogoś na ekranie zaczynamy się za niego wstydzić. To uczucie nie opuściło mnie do końca.



http://www.demotywatory.pl/


http://vulture.com/

Zadaję sobie pytanie, nie wziął/wzięła leków? Zapłacili jemu/jej więcej, żeby robili z siebie kompletnych idiotów? Żeby chociaż jeszcze wyglądało to naturalnie, a u niektórych nie powinno naprawdę być z tym problemu. Ja rozumiem, że bywają ‘ostrzejsze’ żarty, które w umiejętny sposób potrafił przedstawić np. zeszłoroczny prowadzący gali rozdania Złotych Globów – Ricky Gervais czy nawet tegoroczny prowadzący oscarowej gali – Seth MacFerlane, który wypadł naprawdę nieźle! Żarty nie były wymuszone, wszystko wyglądało naturalnie, bez poczucia obciachu i żenady można było spokojnie doczekać do końca. A trzeba też dodać, że poprzeczka od pamiętnego Billy’ego Crystala i Whoopi Goldberg została postawiona bardzo wysoko.

http://www.demotywatory.pl/

W Polsce wszystko wygląda po prostu śmiesznie i sztucznie. Większość ma wykształcenie aktorskie  (bo u nas to takie ważne, żeby posiadać papierek jakiejś akademii teatralnej, a zauważmy że w USA większość aktorów to po prostu pasjonaci i samouki), a przemawiać nie potrafią.. Wejdą na scenę, wyjąkają „dziękuję” albo „eeee, nie spodziewałem się, dziękuję” i tyle. Zero polotu. U nas większości aktorom (przy oscarowej długości wypowiedzi podczas podziękowania za przyznaną nagrodę) przez co najmniej 3/4 czasu towarzyszyłby po prostu świerszcz w tle..


http://justjared.com/
Amerykańskie gale mają w sobie coś niesamowitego i magicznego, co sprawia, że choć na chwilę chcielibyśmy się tam znaleźć. Niestety, jeżeli chodzi o nasze, na razie pozostaje jedynie zmiana kanału. 

Karolina