Szerzy się wokół nowy trend, oczywiście dla studentów,
którzy chcieliby wzbogacić swoje CV o dodatkowy, niezwykle wartościowy wpis.
Seriously? Tak twierdzą organizatorzy
szeroko pojętych wolontariatów przy dużych eventach sportowych, muzycznych (itd.)
lub innych staży (rzecz jasna – ZA DARMO)
 |
http://magazynkontakt.pl/
|
Bo to NIE CHODZI O
PIENIĄDZE (kto w czasach kryzysu przejmowałby się takimi mało znaczącymi
kwestiami), ale o chęć poświęcenia swojego czasu np. dla tworzenia wspólnej historii. Ot
co!
Tylko tak naprawdę, jakie mamy z tego rzeczywiste korzyści?
Oczywistą oczywistością jest fakt, że
nikt nikogo nie zmusza, żeby w czymś takim uczestniczyć, ale czy to nie jest przypadkiem wykorzystywanie naiwności, a może inaczej -
wiary młodych ludzi, których mami się obietnicami wielkiej kariery??? Już widzę, jak po wolontariacie przy
wydarzeniach typu EURO czy innych kongresach (w których sama pomagałam, więc
przeżyłam to na własnej skórze) wszystkie drzwi stoją dla CIEBIE otworem.. Może
i tak, jeśli ktoś znajomy pomoże Ci je wcześniej otworzyć. Ale cóż, takie
życie, nie ma co narzekać, tylko SZUKAĆ takiego klucznika!
A wracając do doświadczeń z takich spędów… Tutaj przychodzi
mi na myśl wiele historii, z których tylko kilka nadaje się do publicznego
ujawnienia, reszta woła po prostu o pomstę do nieba! Biegamy w pocie czoła
próbując dobrze zrealizować powierzone nam zadania, a często osoby
odpowiedzialne za organizację same
wiedzą mniej od nas (i tutaj jestem naprawdę życzliwa używając takich słów).
Walka o kanapki, ostatnią łyżkę zupy czy garść orzeszków to (uwierzcie mi) nie
jest rzadki widok. (Jeszcze rozumiem, gdyby to był jakiś Fear Factor, gdzie wywożą nas do dżungli i każą przetrwać tydzień
mając do dyspozycji parę kamieni i maczetę). Ale to jest (przynajmniej tak mi
się wydaje) rozwinięta cywilizacja, a nie gatunek neandertalczyków. Chociaż
czasami aż przecieram oczy ze zdumienia i zaczynam się zastanawiać czy
przypadkiem nie przeniosłam się do czasów kamienia łupanego..
Kompetentność naszych koordynatorów też należałoby czasami
podważyć (podobnie jak talent wokalny szanownej Miss Euro 2012 (help!)
). Ile to razy zdarzało się, że taka osoba zwyczajnie nic ‘nie ogarnia’, ale
jako, że była w zeszłym roku, to w nagrodę dostała propozycję koordynowania
jakiejś grupy! Jupiiii! (Tylko, czy ktoś sprawdził, czy się do tego nadaje –
podpowiem – NIE)
Ale cóż, przypomina
mi się taka anegdota: w Weimarze spotkali się na wąskiej ścieżce w parku Goethe
i pewien krytyk literacki. Zobaczywszy Goethego warknął:
- Nie ustępuję drogi
durniom.
- A ja tak –
odpowiedział Goethe i zszedł na bok.
I może właśnie to jest najlepszym rozwiązaniem.
Karolina