czwartek, 3 stycznia 2013

Lenistwo rules!!






Całe szczęście, że 16 lat temu zespół opracowujący projekt polskiej konstytucji nie wpadł na pomysł, który wysunęły w zeszłym roku władze Brazylii: wprowadzić konstytucyjne prawo do szczęścia. Okazałoby się wówczas, że większość obywateli sama odbiera sobie ten przywilej... robiąc za dużo. Bo, jak powiedział A. Czechow, „Bez próżnowania nie ma prawdziwego szczęścia”. 

Dochodzę do wniosku, że ludzie (zwłaszcza ci znajdujący się w mojej orbicie towarzyskiej) nie doceniają roli próżnowania. Nie lubią tracić ani minuty na „bezsensowne i jałowe nicnierobienie”. Coś jak Morgan Freeman i Jack Nicholson w „Choć goni nas czas” – ale oni faktycznie nie mieli za dużo czasu, my natomiast lubimy tylko oznajmiać wszem i wobec: „nie mam czasu” takim tonem, jakbyśmy naprawdę chcieli powiedzieć „bo mają go tylko frajerzy”.

Źródło: studia.dlastudenta.pl
 Przeciętny 20 – 30 latek nie „żyje”, tylko „zalicza” ( bez niewłaściwych skojarzeń;) - zalicza kolejne punkty napiętego rozkładu dnia. 
 Studia  - wiadomo, że jeden kierunek robią tylko ludzie z ciężkim upośledzeniem umysłowym lub rozpuszczone dzieci bogatych rodziców: jeśli chcesz coś sobą reprezentować, 2 kierunki to minimum, potem oczywiście warto pomyśleć o studiach podyplomowych. Jasne jest, że samo uczęszczanie na zajęcia i zaliczanie egzaminów jest żałosne – człowiek aktywny i przedsiębiorczy  oczyma duszy widzi pełen uznania uśmiech, który wypłynie na twarz potencjalnego pracodawcy, gdy zobaczy w CV „wyjazd na stypendium Erasmus do Grenlandii, 10 praktyk, 7 staży, 8 wolontariatów, działalność w 3 kołach naukowych, przewodniczenie organizacji studenckiej oraz – ale  to już tylko dla rozrywki – mopowanie rozgłośni radia Kampus”. 


Źródło:  http://drawingin.blogspot.com
Praca - wiadomo, że przyznanie się do tego, iż w wieku 20 paru lat nadal ciągniemy kasę od rodziców oznacza towarzyską śmierć, dlatego (tylko dlatego) na studiach podejmujemy pracę. Najniższy level to prace fizyczne, typu kelnerowanie, niańczenie dzieci czy praca w sklepie (sorry, w salonie odzieżowym). Ale wtedy zawsze można pochwalić się swoim permanentnym wycieńczeniem, poniewieraniem przez współpracowników i/lub szefa, wzbudzić współczucie i się dowartościować. Wyżej w hierarchii stoją tzw.  prace umysłowe  - czyli że jesteś czyimś asystentem/sekretarką/pracujesz w dziale PRu lub marketingu albo odwalasz darmowy staż, ale wstyd się przyznać, że nie ma z tego kasy. W każdym razie wówczas możesz już wzbudzać spojrzenia pełne podziwu i zazdrości zarazem, opowiadając „anegdotki z biura” i rzucając raz po raz coś w żargonie firmowym, którego sam do końca nie rozumiesz, ale brzmi dobrze. Na zajęciach zaczynasz pojawiać się w garniaku lub kostiumie, kupujesz teczkę lub torebkę ze skóry i jesteś kimś. 


Źródło: http://www.galeria-sportu.pl
Przewidujący młody człowiek powinien też przygotować się do luźnych rozmów w pracy i na studiach, dlatego robi ciekawe rzeczy w „czasie wolnym”. Po pierwsze: sport. Jogging jest ok, ale w tym celu trzeba ruszyć w teren i dyszeć, a my nie mamy jeszcze na tyle pewności siebie, aby dziwnie wyglądać w miejscu publicznym, dlatego zostawiamy go 40 latkom. Wolimy zapisać się na oryginalne zajęcia w bezpiecznym fitness clubie: prym wiedzie zumba, bo bawi i odchudza, ale wszelkie zajęcia o skrótach brzmiących jak nazwy agencji wywiadowczych (TBC, ABT) też dadzą radę, ewentualnie sztuki walki lub taniec na rurze. 

 Jako że zwoje mózgowe też trzeba potrenować, zapisujemy się na jakiś modny język obcy: wiadomo, że dzięki amerykańskim serialom po angielsku mówimy wszyscy lepiej niż po polsku, więc dobieramy sobie do tego hiszpański, francuski albo chiński – dwa pierwsze bo są ładne, trzeci bo przydatny. Po tym wszystkim trzeba coś zjeść.
Źródło: thermacuts.pl
 Ale... nic nie powinno być nam podane na tacy! Dosłownie: chcesz być trendy, idź z ekotorbą na targ,  napchaj ją warzywami, po czym wróć do domu i „wyczaruj w 10 minut coś zdrowego i pysznego zarazem”. Jedzenie na mieście jest passe, każdy musi być Magdą Gessler/Pascalem i przykładać wagę do kruchości sałaty i jakości sera, a jak masz ochotę na kebab, to lepiej zjedz go po ciemku w samotności ,żeby nie narazić się na karcące spojrzenia „odżywiających się świadomie”. 
Wieczorem możesz się wyluzować przy irańskim filmie dokumentalnym, posłuchać płyty zespołu który był lub będzie na Openerze albo poczytać szwedzki 2000 – stronicowy kryminał. 

Warto przypomnieć wszystkim ambitnym młodym ludziom, co powiedziała kiedyś Agatha Christie: Większość naszych wiel­kich wy­nalazków i ge­nial­nych osiągnięć zaw­dzięcza­my le­nis­twu, czy to narzu­cone­mu, czy dob­ro­wol­ne­mu.”  Wzbudza to moje poważne obawy o naszą przyszłość, gdyż lenistwo jest najbardziej pogardzaną wadą/ cechą, do jakiej młody człowiek może się przyznać. Można być przepracowanym, mieć depresję, toksycznych rodziców, żałosnego faceta/dziewczynę, być grubym/chudym – ale trzeba być aktywnym,  robić parę rzeczy na raz i „nie mieć ani chwili”.  Dlatego jeśli nie z czystego egoizmu, to w trosce o dobro i rozwój ludzkości : leńmy się więcej!!

 Daria

11 komentarzy:

  1. Bardzo zajmujące :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Darios,
    jestem na tak dla godziny zajęć z przedmiotu 'lenistwo' pogłębianego w toku nauki od szkoły podstawowej. Szczęśliwe pokolenia po nas, z 'odbudowanym' quasi-instynktem 'lenienia się', będą się mogły nawet doktoryzować w tej dziedzinie. Lenistwo stanie się 'aktywne' i 'treny' jak ekotorby na warzywa... żeby one tylko na warzywa były, nawiasem mówiąc. Matki lubią nosić w nich dzieci do przedszkoli- eko-otulina, która pozawala dzieciom w bezstresowy sposób chłonąć dobre nawyki. Sama widziałam, dziecko z takiej torby chłonie wszystko jak eko-trąba powietrzna. To ważne, że wszystko, co popularne musi być 'bezstresowe'. Nawet proszki do prania mogą 'stresować' skórę. Penie, dlatego teraz pierze się w łupinach orzechów. /Jak tak dalej pójdzie Twój blog będzie cieszył się zainteresowaniem rzeszy eko-matek:)/
    Luz z tym lenistwem, bo będę musiała wpisać kolejną rubryczkę do checklisty. Potem to wieczorne rozliczanie.Stres jak cholera no i masz : "łe, nie mogę jeszcze iść spać, jeszcze LENISTWO..."

    Każdy hipochondryk będzie się bał bardziej 'zwyrodnień ośrodka leniwego' niż nowotworów. Widzę już te hasła w wikiepdii. Darios, nie poruszaj może tego tematu tak na forum... wiesz do czego to może doprowadzić?

    OdpowiedzUsuń
  3. Warszawski tryb życia, jeżeli chodzi o moje spostrzeżenia. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. satyra na warszawski tryb życia :)

      Usuń
  4. Teraz bycie ciagle zajętym jest bardzo trendi. Im wiecej masz zajęć tym lepiej to wyglada przed innymi. Pytanie jest tylko takie czy jeżeli jesteśmy ciagle tacy zajęci czy wtedy życie nie przemyka nam przez palce, gdzie wiele nas omija, właściwie nie jesteśmy w stanie cieszyć sie chwila bo ciagle jest wielki stres, ze przecież tyle jest do zrobienia, małe rzeczy przestają nas cieszyć bo oczywiscie myślimy ciagle o wielkich a jak je osiągniemy to sprawi ze jesteśmy tak zadowoleni jak sie tego spodziewaliśmy czy moze okaze się, ze to nadal nie da nam pełnej satysfakcji? Lenistwo to relaks dla umyslu, który potrafi pracować zaskakująco dobrze i o wiele lepiej niż w ciągłym biegu kiedy myslimy schematycznie i kiedy "nie ma czasu" na myślenie trochę abstrakcyjne, które dla niektórych jest beznadziejne, głupie i bez sensu. Ludzie myślą przecież on jest głupi bo taki z niego len, pewnie gada same bzdury i nic nie wie, a w dłuższej perspektywie czasu jeszcze moze sie okazac ze ten ktos osiąga cos wielkiego a każdy sie dziwi nic nie robił a tak sie dorobił, to wszyscy tak haruja i nic z tego nie maja a taki nierob zarabia miliony na jakiejś glupocie, nieraz banalnej, aż tak banalnej ze nikt inny na nią nie wpadł. Oczywiście nie można mowic ze lenistwo to zaleta bo w zbyt zaawansowanej formie prowadzi nas do zguby,nic nam sie nie chce, popadamy w beznadziejnosc i widzimy jak każdy idzie do przodu a my stoimy w miejscu, nie można do tego doprowadzic, ale tez trzeba pamiętać o chwili dla siebie, zeby sie zatrzymać i "żyć świadomie" aby najlepsze momenty nie umknely i aby umieć je dostrzec, czasami lenistwo to nie wstyd ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. wpis ten dobrze się zapowiadał, ale poszedł w inną stronę niż chyba zakładał... zamiast uzasadniać zasadność i prawo do lenistwa pokazuje nam przekrój społeczny współczesnego "studenta" pod bardzo subiektywnym kątem odbioru zewnętrznego...

    w każdym bądź razie czuję się lekko urażona z dwóch względów:
    - pracuję od 15 r.ż. żeby mieć co do garnka włożyć a później żeby np. móc opłacić sobie studia... niestety na studiach płatnych jest dużo osób, którym płacą rodzice, mają dach nad głową, żarcie od mamusi i ich jedynym problemem jest do którego starbucksa dzisiaj się wybrać i mają "na wszystko wyjebane"
    - nie mam czasu nie dlatego, bo to modne tylko dlatego, że a)zarabiam na chleb b) studiuję, żeby móc zarabiać na 2 chleby c) realizuję się w swoich pasjach jeżeli zostanie mi na to minuta po punkcie a i b

    ps.
    niestety w dzisiejszych czasach studenci są bezwartościowi, więc z tym lenistwem lepiej sobie uważajcie. Im dłużej funkcjonuję w środowisku pracy tym bardziej to widzę, że dobry student wyrabiający 100-120% na studiach to człowiek wyrabiający 70% w środowisku zawodowym, a w śr. zaw. oczekuje się od niego 150% ...

    Gdzie w takim razie miejsce dla przeciętnych studentów i przeciętnych ludzi?

    Popularyzacja szkolnictwa wyższego spowodowała, że ludzie, którzy nie powinni zajść dalej jak do zawodówki mają ochotę mianować się "tytułami naukowymi" i w ten sposób też psują rynek pracy...

    temat rzeka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za obszerny komentarz:) Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz: każdy post umieszczony na tym blogu będzie stuprocentowo subiektywny, gdyż na tym właśnie opiera się idea prowadzenia bloga: chcemy przekazać nasz osobisty stosunek do otaczającej nas rzeczywistości. Nie rościmy sobie praw do komentowania i opisywania realiów, w których żyje jakiś uogólniony, statystyczny "student" czy "Polak" - piszemy o tym, co jest nam bliskie, czego same doświadczamy i widzimy dookoła. Dlatego zdajemy sobie sprawę, że nie jest możliwe, aby każdy czytając nasze artykuły wykrzyknął "tak, to właśnie o mnie"! Różni są ludzie i różne sytuacje, w których żyją - powyższy tekst to ironiczny opis powstały na podstawie obserwacji studentów z Warszawy, i to też nie wszystkich ale tych, których znamy. I nie można brać go dosłownie, nie ma na celu obrażania nikogo - jest sarkastyczną refleksją na temat pewnego zjawiska, które niewątpliwie istnieje. Nie oznacza to jednak iż sądzimy, że każdy ciężko pracujący student robi to tylko dlatego, że chce być trendy! Dlatego gratulujemy Ci siły i energii potrzebnej do łączenia studiów i pracy, i mamy nadzieję, zarabiając "na 2 chleby" znajdziesz czas na DISS i będziesz potrafiła dostrzec "dystans, sarkazm i ironię" we wszystkich naszych tekstach:)

      Usuń
  6. myślę że niedługo "slow life" "slow food" wyprze całe opisane przez Darię "zabieganie". już od jakiegoś czasu panoszy się w mediach jako ostatni "krzyk mody". fala nadchodzi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie zgadzam się, że dwa kierunki studiów to minimum. Dla pracodawcy liczy się to jakie masz doświadczenie zawodowe. Języki owszem. Im więcej tym łatwiej w życiu zawodowym.
    Staż podczas studiów jest mile widziany.

    OdpowiedzUsuń