![]() |
www.weekend.gazeta.pl |

Wiele kobiet jest świetnych w
tym, co robią - często bardzo dużym kosztem – ale i tak nikt tego nie docenia,
bo „nie wypada się chwalić” i o swoich prawdziwych kompetencjach wiedzą tylko
same zainteresowane. Kalata natomiast w ciągu paru dni stała się gwiazdą, odbyła
tryumfalny rajd po mediach, udzieliła mnóstwa wywiadów, opowiadała o swoich
planach jakby JUŻ siedziała w fotelu prezesa. Taki sposób narracji i
prezentacji swojej osoby był do tej pory wykorzystywany głównie przez panów:
panie najczęściej uważają, że muszą dopiero przekonać ludzi do siebie,
udowodnić wszystkim dookoła, że się nadają. Spójrzmy na prezesów wielkich
światowych firm: faceci świetnie odnajdują się w roli „zdolnych leni” (Mark Zuckerberg) albo „lekko świrniętych pasjonatów z wizją” (Richard Branson). Kobiety natomiast
cały czas pozują na „szkolne prymuski”.
Są mądre, pracowite, ale... mało charakterne.
Kalata zachwiała tym podziałem.
Nie jest poprawna, sztywna, nie przestrzega „reguł gry”. Bez pardonu zapowiadała,
że nie zamierza przymilać się politykom, że wywlecze na światło dzienne wszystkie
trupy znalezione w zus - owskich szafach, a z firmami zacznie współpracować,
zamiast je karać. Nie była miła i grzeczna, nie starała się, żeby ktoś ją
polubił czy uznał za mniejszą konkurencję, choć posiadała wszelkie atuty, aby
tego spróbować. Gdyby zaczęła zgrywać sympatyczną blondynkę z sąsiedztwa, która
nie wiedzieć czemu zna się trochę na ubezpieczeniach, ale nikomu nie zamierza
wchodzić w drogę, być może wynik egzaminu byłby inny.
Mi jednak najbardziej spodobał
się styl, w jakim przegrała. Zamiast zaszyć się w domu z butelką wina i chlipać
do poduszki, od razu zapowiedziała, że wystartuje w kolejnym konkursie na
prezesa ZUS właśnie po to, żeby niektórym ludziom utrzeć nosa. Pokazała
kobietom, jak walczyć i przegrywać z klasą i siłą. „Jestem gotowa na ZUS ale nie wiem, czy ZUS jest gotowy na mnie”,
powiedziała. Mam nadzieję, że już
wkrótce pokaże nam, jak przekuć porażkę w sukces.
JUSTYNA:
To w końcu miliardy czy miliony?
Katarzyna Kalata w wywiadzie dla
jednej z telewizji śniadaniowych stwierdziła, że polityka jej kompletnie nie interesuje,
co wywołało małą konsternację u prowadzących program. Ale czy tak duża
instytucja powinna być upolityczniona? Czy nie najlepszy byłby kandydat
bezpartyjny, nieskażony politycznymi rozgrywkami? Młody? Z głową otwartą na nowe
pomysły? Jak widać – niekoniecznie. Stołki
leśnych dziadków zapewne poczuły się zagrożone. A kandydatka, która stanęła
do konkursu, mimo że wcześniej bez problemu przeszła przez pierwszy etap
rekrutacji i jako jedyna zdała testy z wiedzy o funkcjonowaniu instytucji, na
rozmowie okazała się, jak stwierdzono, MAŁO KOMPETENTNA. Nie wiedziała, że ZUS
zadłużony jest nie na miliony, ale MILIARDY złotych. Kto w takim razie układa
testy, które jest w stanie zdać osoba z rażącym brakiem wiedzy??
A co Ty wiesz o życiu?
Czy jej kandydatura z góry
skazana była na niepowodzenie? Nie wiadomo. Oczywisty jest natomiast WIEK
kandydatki. Ja na jej miejscu, po usłyszeniu po raz 100 pytania pod tytułem: „Czy osoba w Pani wieku jest w stanie
zarządzać tak dużą instytucją?”, straciłabym wiarę w człowieka. Nie
oszukujmy się – wiek to nie wszystko. Stawiałabym raczej na PREDYSPOZYCJE i KOMPETENCJE. Bo
skąd pewność, że akurat Katarzyna Kalata nie sprawdziłaby się na tym
stanowisku? Przecież nie mamy do czynienia w tym przypadku z 18-latką, która
naoglądała się filmów o „Legalnej Blondynce” i zamarzyła o karierze w wielkim
świecie. Kobieta ma 31 lat (co w normalnych sytuacjach sytuuje ją prawie
w gronie emerytek), własną firmę (co także jej wytykano), 2 dzieci i szczerze
odpowiadała na wszystkie zadawane jej pytania.
Być może gdyby zajęła się nią
profesjonalna agencja PR to mielibyśmy do czynienia z ODKRYCIEM ROKU. A tak –
za młoda, zbyt mało kompetentna i w dodatku … KOBIETA???
KAROLINA:
Legally blonde made in Poland
Justyna, świetnie, że wspominasz o "Legalnej Blondynce", bo słysząc o Katarzynie Kalacie pierwsze skojarzenie, jakie mi
się nasunęło, to historia Elle Woods z „Legalnej blondynki” z Reese Witherspoon!
Ale jak to w polskim realiach filmowych bywa – bez happy endu, ewentualnie end
do przewidzenia. Niestety – nasza bohaterka poległa na egzaminie ustnym.
Ponoć był trudny i nieprzyjemny. Z pewnością. W końcu z założenia ma on być na
tyle skomplikowany, żeby nikt go nie zdał. Może zróbmy też konkurs na
prezydenta, premiera i polityków, to mogłoby być ciekawe doświadczenie.
Na Harvard też ciężko się dostać, ale jest to wykonalne. Na
myśl przychodzi mi scena, w której główna bohaterka przesyła wideo ze swoją
kandydaturą – w różowym kostiumie na basenie. Dla mnie to kreatywność i
umiejętność zainteresowania sobą drugiej osoby. U nas posądzono by ją o
znieważenie, ewentualnie o brak piątek klepki.
Młoda, znaczy
niekompetentna?
Mówi się, że młodzi wyjeżdżają. Fakt, ale jeśli spojrzeć na kadry w instytucjach
państwowych, średnia wieku wynosi grubo ponad 50-60 lat. Część już chyli się nad grobem, ostatkami
sił pobierając pensję. A tu przychodzi młoda dziewczyna, bierze udział w
konkursie i ku zdumieniu leśnych dziadków go zdaje. Szok i niedowierzanie. Jak
to? Kobieta? Młoda? Zdała? Trzeba jej dokopać na ustnym. Nie wypowiadam się na
temat jej kompetencji, bo nie znam pani osobiście, ale z jej doświadczenia
wynika, że jakieś pojęcie ma. Poprzednicy niby byli starsi (czytaj: a więc i
bardziej doświadczeni), a cudów nie dokonali.
To idzie młodość i
warto się z tym w końcu oswoić!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz