niedziela, 12 kwietnia 2015

Portale randkowe - zakupy online?



JUSTYNA:

Zaadoptuj faceta

Po kampanii „Zaadoptuj psiaka” i „Adopcji na odległość” przyszedł czas na adopcję… mężczyzn. Słyszeliście może o portalu ZaadoptujFaceta.pl? Nie? Czas to zmienić. Można się tam poczuć jak na zakupach online – masz swój koszyk, do którego wrzucasz (atrakcyjne) produkty.  Zdecydowanie – świat idzie do przodu, bo strona oferuje mężczyzn podzielonych na konkretne kategorie. Lubisz podróże? Z pewnością zainteresują cię podróżnicy. Kran przecieka? Może przydałby ci się „Pan złota rączka”. Zdecydowałaś się już na kogoś? Jeżeli wszystko się zgadza, zdjęcie również (na żywo osobnika czasami można nie rozpoznać), czas najwyższy podjąć decyzję – AKCEPTUJESZ (dodajesz do koszyka) lub wybierasz opcję NIGDY W ŻYCIU.

Przyznam szczerze, że o portalu dowiedziałam się od koleżanki, bo nigdy wcześniej o nim nie słyszałam. Nazwa? Chwytliwa, nie zaprzeczę. Facet sprowadzony jest w tym przypadku do roli produktu, który albo się sprzeda albo NIE. Jak w sklepie – jedne ubrania schodzą jak świeże bułeczki, a inne, mimo wyprzedaży, wiszą smutnie na wieszakach. I co najważniejsze – koszyk nie ma limitu, umieszczasz w nim tylu mężczyzn, ilu tylko spełni twoje oczekiwania (z początku jedynie wizualne). Chyba, że na portalu randkowym uda ci się ocenić czyjś charakter, w co raczej wątpię ;]

Co najważniejsze – są oczywiście NOWE DOSTAWY– od wytatuowanych, przez rudowłosych, potrafiących gotować, zapewne również żonglować, biegać na czas i łapać piłkę zębami w powietrzu. Pełen wypas.

Owocnych zakupów! ;]




DARIA

Dawniej sądziłam, że zakładanie konta na portalu randkowym to obciach. Dobre dla desperatów, pracoholików albo świrów, którzy chcą ukryć fakt bycia świrem tak długo, jak to możliwe – myślałam. Ale zmieniłam zdanie. Zastanówcie się, jak dużo odwagi potrzeba, żeby oznajmić publicznie, podpisując się swoim imieniem i nazwiskiem i firmując najkorzystniejszym zdjęciem, jakie macie: „jestem sam/sama, mam tego dość i chcę to zmienić”? Powiedzielibyście tak komuś w realu? Nowo poznanemu chłopakowi w klubie lub bratu koleżanki, który od dawna wam się podoba? W życiu! No właśnie, w życiu każdy zgrywa niedostępnego i wyluzowanego, na zasadzie „może być, ale nie musi” lub „wiem, że jestem zajebisty/a, nie potrzebuję potwierdzać tego w czyichś oczach”.

Natomiast w internecie, gdzie niby tak łatwo jest się ukryć i kłamać od początku do końca, ludzie często się odsłaniają. Czasami może to być dosyć bezpośrednie: zaczynanie znajomości zwrotem „pobzykałbym” lub „umówmy się na weekend w SPA” raczej nie pozostawia złudzeń co do zamiarów piszącego. Czasem bywa nieporadnie, ale uroczo: „Hej, chciałbym Ciebie poznać i poznać ten bardzo ładny uśmiech co uwidoczniony jest na zdjęciu oraz dowiedzieć się co ciekawego u ciebie słychać, jakie masz marzenia i jakie wartości są dla Ciebie najważniejsze?”, „Mam teraz otwartą pocztę, więc moglibyśmy pisać bez ograniczeń. Bardzo mi zależy ", „Z tego co tu widzę jesteś śliczna to znaczy podobasz mi się . Miło było by cię poznać jeśli się zgodzisz. Szukam koleżanki układu . Chciał bym się od wdzięczyć a cos dyskretnego" (pisownia oryginalna). Czasami jednak jest naprawdę finezyjnie: „hej. masz fajnego nicka. taki starosłowiański”, "Prawdą jest, że między "powiedzieć" a "zrobić" jest duża przepaść. Zapomnijmy o znaczeniu tego słowa i poznajmy się ", czy mój faworyt: „Nigdy nie zaczepiałem kobiet wyższych ode mnie, ale... Twoja uroda robi na mnie piorunujące wrażenie. Czy miałabyś ochotę wypić gorącą czekoladę w sympatycznym towarzystwie?”


Wszystkie te wiadomości zostały naprawdę wysłane do kobiet na serwisach randkowych, zrobiłam research ;) Po czym więc poznać, czy warto coś zaczynać czy nie? Moja koleżanka obeznana w temacie twierdzi, że selekcję trzeba przeprowadzać trójstopniowo: najpierw zdjęcie, potem opis profilu, wreszcie treść prywatnych wiadomości. Jej zdaniem wcale nie jest trudno rozpoznać fajnych facetów, a umówienie się z kompletnym idiotą wymaga naprawdę dużego talentu lub ignorowania wszystkich znaków ostrzegawczych, jakie pojawiają się po drodze. Przykład? Lampka powinna świecić się na czerwono, gdy facet robi sobie zdjęcie w lustrze z nagą klatą i/lub w opisie jego profilu czytamy „lubię w drugą dziurkę” ;) Jednak po ominięciu tego typu raf, można wyłowić prawdziwe perełki :)




KAROLINA:

Rozeznanie

Nie wiem czemu, ale jak słyszę – portal randkowy, to od razu przechodzi mnie dreszcz i targają mną różnorodne emocje – od przerażenia, po strach, aż do poczucia obciachu, a nawet śmiechu. Może to trochę dziwne, ale po wysłuchaniu doświadczeń osoby X czy Y, zaczynam wątpić w rasę ludzką. Czasami jest śmiesznie, jak w typowej amerykańskiej komedii, czasami strasznie, jak w japońskich horrorach, a czasami zwyczajnie creepy. Możliwości spotkania psychopaty raczej nie ma (RACZEJ), ale takich, którzy w przyszłości mogą nosić w plecaku tykającą bombę, znalazłoby się już nieco więcej. Na pewno jest sporo normalnych, ale o nich nikt nie pisze i nie opowiada, ale dobrze, że istnieje jakaś (chociaż nieco zaburzona) równowaga.

Nowa podgrupa – Tinderowcy

Tinder – już od jakiegoś czasu święci triumfy w naszym kraju. W Warszawie pod Rotundą grasują wygłodniałe istoty, które liczą na to, że poznany w sieci wybranek jednak zjawi się w umówionym miejscu. Często po fakcie zmieniamy zdanie. Wolałybyśmy, żeby stanął w korku, zgubił się na 2 linii metra albo pomylił Rotundę z jakąś inną częścią miasta. Ale wtedy jest już za późno..  O jakich sytuacjach mówię? 

Cykl - prawdziwe historie - relacje poszkodowanych

Np. o takich, podczas których okazuje się, że wybranek ma partnerkę. Widocznie zapomniał, zdarza się. Zapominasz wyprowadzić psa, nakarmić kota, zapominasz też, że z kimś mieszkasz.  Albo, kiedy zapomniał, że umówił się w tym samym czasie ze swoją dziewczyną. Widzisz, bo akurat na ekranie telefonu wyświetla się informacja, że dzwoni „Kotek” (zapewne ten wygłodniały futrzak przy misce ;] ). ALBO – kiedy wspólna impreza sylwestrowa nie wypala, bo chłopak co roku spędza ten wieczór na nocnych spacerach z mamą po lesie – tak zwana sytuacja creepy. 


Ale normalni też są, nie mam wątpliwości. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz